poniedziałek, 1 czerwca 2009

Dzień Dziecka

Oto przetacza się bezgłośnie kulisty zwój wyschniętych bylin, mija spalone słońcem zwłoki sępa, a potem już tylko płynie w kierunku horyzontu i niespodziewanienie rozmywa się w nicość. Muchy, co żrą gnijące mięso, brzęczą tak cicho, że nie da się ich usłyszeć, ani nawet zobaczyć. Ślady na piasku wskazują na niedawną obecność hien, ale nigdzie ich już nie ma i nikt nie wie, dlaczego. Zresztą kto i po co miałby się nad tym zastanawiać?

Czarne od własnego ciężaru chmury deszczowe pędzą tak szybko, że cień ich, niepewny swojego istnienia, w ogóle się nie pojawia. Deszcz nie spada, ale w powietrzu czuć jego zapach. Skądś wybiega pocieszny skorpion i wstrzykuje sobie w grzbiet śmiertelną dawkę jadu, chociaż ogień wokół niego dawno już ugasł. Śmierć nie następuje. Śmierć nie wie o tym miejscu.

2 komentarze: