Dziwne to miejsce, ta Etiopia. Niby kraj jasny, pogodny, a nieustannie panuje tu złowrogi półmrok. Nie widać wyraźnie kształtów, kolory są jakieś wyblakłe. Jest gorąco, to prawda, słońce niestrudzenie rozlewa palący żar nad krwistoczerwoną pustynią, jest jednak w tym cieple coś dziwnego, niejasnego, chciałoby się powiedzieć - chłodnego. Bywa tak, że człowiek dostaje dreszczy w samo południe, w czasie największego skwaru.

Wszystko tutaj płonie. Dziś na przykład, kiedy odbywałem mój codzienny spacer pomiędzy wzgórzem pokrytym smołą, a płotem ustawionym z odwróconych krzyży, ni z tego ni z owego zapalił mi się lewy but. Szczęśliwie zdołałem zdmuchnąć ogień, ale swąd spalonej siarki długo jeszcze unosił się nad milczącą pustynią. Zdarza się też, co widzę pierwszy raz w moim życiu, że nagle, pośrodku niczego, zapala się suchy piach.

Wszędzie pełno robactwa. Abstrahując od węży, skorpionów, czy pająków gigantów, największy strach budzą nieduże szerszenie kształtem przypominające trupią główkę. Lubują się one w okrucieństwach, nocą często, ze zwykłej próżności, włażą człowiekowi pod kołdrę i wypalają mu skórę żrącym kwasem, który zawsze noszą przy sobie w specjalnych pojemniczkach. Nazywają je tutaj, w wolnym tłumaczeniu z amharskiego, "niosący niepokój".

Piasek, w odróżnieniu od somalijskiego, ma kolor brudnopomarańczowy. Jest bardziej jaskrawy, bardziej sypki i bardziej brudzi.


Wszystko to da się znieść, człowiek przyzwyczaja się do robactwa, do ognia, do tajemniczej mgły, wreszcie do gorąca i chłodu na przemian. Ale są jeszcze głosy.
Noc w noc wyje jakieś cholerstwo, wyje dźwiękiem tak niespotykanym, mdłym, rozsadzającym głowę od wewnątrz, że ten kto tego słucha marzy tylko o śmierci. Głosy to dziwaczne, niby mają jakieś znaczenie, docierają do świadomości i bezlitośnie budzą najgłębiej skrywane lęki, ale nie da się ich później pamiętać, same się zagłuszają. Milkną, rozbrzmiewają na nowo, na nowo milkną, wżynają się w myśli, drażnią, drażnią. Człowiek nie wie, co robić, rzuca się, szarpie i drży, krzyczy, ale krzyku swojego nie słyszy.
Głosy są najgorsze.
Great!
OdpowiedzUsuńAutro jak widać pesymistyczny i w tym pesymizmie nieprzejadnany dobrze opisuje okrucieństwio tej..czerwono-burej etiopskiej ziemi...ale moi drodzyy- czytelnicy chcacy popełnic samobójstwo, okaleczyć się w niespotykany,zawiadiacki sposób i szukający tu natchnienia wtych słowach szarych...(kurcze za długie zdanie). do rzeczy- ja wiem o kilku ciekawych historiach, wesołych, wręcz dziecinnie swawolnych i błogich- ale żeby nie psuc imagu tekoż autora- bo dobry cwaniak jest- nie ujawnie ich tu, ale wierzcie mi..on cos ukrywa
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńpomyliłem konta:/ nie chce mi się powtarzać
OdpowiedzUsuńGłosy... głosy zawsze są najgorsze...
OdpowiedzUsuńliterówka!!! literówka!!!
OdpowiedzUsuńautor taki leń i jeszcze byki walki :P...
nihil novi...
OdpowiedzUsuńAcha to by wyjasnialo plonacy krew na pustyni :)
OdpowiedzUsuńParkowalam kolo Twojego samochodu, uzytkowalam Twoja fantastyczna kawalerke, jak tylko bym mogla odnajelabym ja!
w K. wszystko czeka na powrot swojego Pana hehe ;)
Czy padalo gdzies kiedys miedzy plotem a namiotem..? Ilu bialych bylo w samolocie ?
zadnych ciekawych dowcipow ostatnio :(
- Halo, wieża, tu lot 453. Mamy awarię dwóch silników...
- Tu wieża. Zrozumiałem. Skreślam.
Błazen jest głupi!
OdpowiedzUsuńniezwykłe są te kolory!
OdpowiedzUsuńTwój tekst przypomina mi "Dom dzienny, dom nocny". Dawno to czytałam i już prawie wszystko zapomniałam choć bardzo mi sie podobało. W każdym razie, mam wrażenie, że klimat Twej opowieści jest podobny.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!
:)